Święta za pasem, zaczęłam więc intensywnie myśleć - co z ciastami - mają przeciez być bez pszenicy. najlepiej w ogóle bez mąki. Hmmmm. Ciężko będzie, bo to oznacza koniec tradycyjnych wypieków. Tak naprawdę myślę, że moje pieczenie będzie jednak podwójne. Jedno dla męża, który wszelkimi sposobami, broni sie przed nowościami na święta, a drugie dla mnie, ponieważ postanowiła, że będę "twarda" i nie dam się skusić. Ciekawe jak będzie się miało postanowienie do rzeczywistości :)
Jak na razie, najbardziej spodobał mi się piernik bez mąki na blogu "pyszne i zdrowe" i postanowiłam go dzisiaj wyprobować.
Skłądniki:
- 125g mielonych migdałów,
- 125g otrąb owsianych,
- 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia,
- 2 białka,
- 150g syropu z agawy - ja dałam 100ml miodu lipowego i 2 łyżki ksilitolu
- 150 ml mleka,
- 2 łyżeczki przyprawy do pierników - ja dałam 3 i jest za dużo,
- dodatkowo po 1 łyżeczce cynamonu i imbiru mielonego,
- szczypta soli
- dołożyłam 2 łyżki ciemnego kakao - po upieczeniu wiem, że mogłam dać tylko 1 łyżkę, bo ciasto ma lekką goryczkę.
- na polewę 50 g gorzkiej czekolady i ja dałam jeszcze 1 pełną łyżkę masła.
Mleko z miodem troszę podgrzałam. Wszystkie suche składniki wymieszałam w misce i połączyłam z miodem i mlekiem. Białka ubiłam na sztywno i delikatnie połączyłam z suchą mieszanką. W przepisie - do pieczenia użyto keksówki, ja postanowiłam piernik upiec w małej tortownicy.
Piekarnik rozgrzałam do 170 stopni i piekłam prawie 50 minut - do suchego patyczka, chociaż spód był trochę wilgotny.
Gdy piernik trochę przestygł, udekorowałam go czekoladową polewą.
Czekoladę z masłem roztopiłam w mikrofalówce, ale poprawniej było by zrobić to w kąpieli wodnej, by czekolada się nie przypaliła. Ja nie mogłam się doczekać i poszłam na łatwiznę.
Dom pięknie pachnie piernikowym ciastem i zrobiło się jakoś tak ciepło i świątecznie, mimo zawieruchy za oknem.
Po spróbowaniu doszłam do wniosku, że trochę mi przeszkadzają w tym pierniku otręby owsiane i następnym razem, albo je zmielię, albo użyję mąki owsianej.
Poza tym smak jest bardzo piernikowy i pewnie zagości na moim świątecznym stole, obok tradycyjnego piernika, który już dojrzewa 3 tygodnie. Jak pisałam na początku - dieta, dietą, a tradycji musi stać się za dość....... :)
trochę ciekawostek, trochę przepisów i trochę przemyśleń
czwartek, 5 grudnia 2013
środa, 4 grudnia 2013
Bułeczki owsiane - bez mąki
Po wielu tygodniach bez pszenicy nadszedł niestety czas wielkiego apetytu na normalny chleb albo bułeczki - cokolwiek "normalnego". Myślałam, że mam to juz definitywnie za soba, a tu proszę..... a kuku :)
Okazuje się, że wieloletnie nawyki i przyzwyczajenia nie dają się łatwo zastąpić czym innym. To jednak ciężka praca i ciągła kontrola. Mimo, iż przez 3 miesiące trzymałam się twardo zasad, to pamięć smaku "chleba naszego, powszedniego" siedzi sobie spokojnie gdzieś w zakamarkach i nie daje o sobie zapomnieć.
Jednym słowem, przyciśnięta silną potrzebą i "chceniem", rzuciłam się w niezmierzone pokłady internetu w poszukiwaniu czegoś, co chociaż na chwilkę pozwoli nacieszyć się smakiem "zwyczajności".
Propozycji jest bardzo dużo i zajęło mi to prawie pół dnia. Tak to jest niestety - człowiek zaczyna czegoś szukać, a potem to już leci lawinowo.
Wybór padł na bułeczki bez mąki z blogu "Wilczy smaczek".
Oczywiście zrobił się późny wieczór, a w domu miałam tylko kostkę białego serka, więc przepis okroiłam o połowę. Być może dlatego bułeczki wyszły bardziej jak placuszki, ale dom pachnie pięknie i nie mogę się doczekać, kiedy przestygną. Ciekawe czy wejdą do mojego jadłospisu, bo mam już trochę dosyć "pieczywa" smakującego mąką migdałową lub orzechami.
W każdym razie - szukać będę do skutku.
Składniki:
- 150 g płatków owsianych,
Piekarnik
rozgrzałam do 180 stopni. Wymieszałam drożdże z cukrem i odrobiną ciepłej wody,
aż się rozpuściły. Wymieszałam twaróg z pozostałymi składnikami. Dołożyłam do
tego rozpuszczone drożdże i wyrobiłam ciasto ok. 5 minut. W przepisie było, by
formować kulki – u mnie niestety nie dało się, gdyż ciasto było dosyć lepiące, nakładałam
więc łyżką na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.
Okazuje się, że wieloletnie nawyki i przyzwyczajenia nie dają się łatwo zastąpić czym innym. To jednak ciężka praca i ciągła kontrola. Mimo, iż przez 3 miesiące trzymałam się twardo zasad, to pamięć smaku "chleba naszego, powszedniego" siedzi sobie spokojnie gdzieś w zakamarkach i nie daje o sobie zapomnieć.
Jednym słowem, przyciśnięta silną potrzebą i "chceniem", rzuciłam się w niezmierzone pokłady internetu w poszukiwaniu czegoś, co chociaż na chwilkę pozwoli nacieszyć się smakiem "zwyczajności".
Propozycji jest bardzo dużo i zajęło mi to prawie pół dnia. Tak to jest niestety - człowiek zaczyna czegoś szukać, a potem to już leci lawinowo.
Wybór padł na bułeczki bez mąki z blogu "Wilczy smaczek".
Oczywiście zrobił się późny wieczór, a w domu miałam tylko kostkę białego serka, więc przepis okroiłam o połowę. Być może dlatego bułeczki wyszły bardziej jak placuszki, ale dom pachnie pięknie i nie mogę się doczekać, kiedy przestygną. Ciekawe czy wejdą do mojego jadłospisu, bo mam już trochę dosyć "pieczywa" smakującego mąką migdałową lub orzechami.
W każdym razie - szukać będę do skutku.
Składniki:
- 150 g płatków owsianych,
- 150 g otrąb – ja dałam też owsiane,
- 30 g drożdży,
- 5 jajek,
- ½ łyżeczki proszku do pieczenia – nie wiem dlaczego, ale dałam,
- 500 g półtłustego twarogu,
- cukier - ja dałam 2 łyżeczki, dołożyłam do drożdży,
- 1 łyżeczka soli – ja dałam 2, bo dla mnie było mdłe,
- 3 łyżki siemienia lnianego,
- 3 łyżki pestek słonecznika,
- 1 łyżka czarnuszki – nie dałam, bo nie miałam.
Piekłam
około 30 minut, ale myślę, że to zależy od piecyka.
Bułeczko-placuszków
wyszło 9 szt. (z połowy porcji) i są bardzo smaczne. Myślę, że mój apetyt na „zwykłe”
pieczywko został zaspokojony na jakiś czas i bułeczki te będą często gościły na moim stole.
wtorek, 3 grudnia 2013
Żółty ser - domowy
Przyszła
pora na domowy żółty ser.
Zaintrygowała
mnie możliwość zrobienia go w domu i nie
bardzo wierzyłam, że może być chociaż podobny do kupnego. To, że będzie na pewno
zdrowszy, nie budziło wątpliwości, bo przecież nie dodam konserwantów, wzmacniaczy
smaku, barwników i całej listy nie potrzebnych dodatków, ale czy w smaku i
konsystencji, będzie chociaż podobny?
Przepisów,
jak zwykle znalazłam aż za dużo, bo nie bardzo wiedziałam na który się zdecydować. Padło więc na pierwszy z brzegu – z mocnym postanowieniem
wypróbowania innej wersji, w razie niepowodzenia.
Obawy
okazały się nie potrzebne. Ser wyszedł wspaniały.
Przepis
wzięłam ze strony - „Gotowanie Ole!!!”
Składniki:
- 1 litr mleka (ja wzięłam 3,2%, ale jeśłi ma być light to może być 0,5%),
- 1 kg twarogu (wzięłam tłusty, ale może być chudy),
- 1 żółko,
- 2 całe jajka,
- 100 gr roztopionego masła,
- sól do smaku - ja dałam 2 łyżeczki, ale mogło być więcej,
- 1 łyżka sody,
- 1 łyżka octu,
- opcjonalnie różne dodatki, czosnek, papryczka, pieprz lub zioła,
Zagotowałam mleko i do gotującego dodałam rozkruszony widelce twarożek.
- 1 łyżka sody,
- 1 łyżka octu,
- opcjonalnie różne dodatki, czosnek, papryczka, pieprz lub zioła,
Zagotowałam mleko i do gotującego dodałam rozkruszony widelce twarożek.
Gotowałam na małym ogniu przez 20 minut, mieszając aż powstałe grudni opadły na dno.
Przelałam twaróg na sito wyłożone gazą. Odsączyłam i ostudziłam.
Gdy ser stygł, wymieszałam dokładnie pozostałe składniki - oprócz sody. Na tym etapie można dobrać smak sera, czyli dodać takie przyprawy jakie nam odpowiadają.
Do masy dołożyłam wystudzony i ponownie pokruszony twaróg i dodałam sodę. Soda powoduje, że ser stanie się ciągnący. Wszystko razem intensywnie mieszając podgrzewałam w kąpieli wodnej (by sie nie przypaliło).
Masę przełożyłam do plstikowej miseczki i dokładnie ugniotłam. Po wystudzeniu (na tarasie) musiałam koniecznie spróbować.
Jest pyszny i pięknie się kroi. Podobno po nocy spędzonej w lodówce
niedziela, 1 grudnia 2013
Chleb powszedni
Od paru dni czuję że zima za progiem. Nie moge opędzić się od myśli o kromce zwykłego chleba np z domowym smalczykiem - a myślałam, że mam to już za sobą. :)
Zaczęłam intensywne poszukiwania przepisu na taki właśnie chleb.... ale nie znalazłam. Trudno, żeby był chleb powszedni BEZ MĄKI. trzeba się więc cieszyć z tego co znalazłam
Przepis pochodzi z książki "Kuchnia bez pszenicy" i autor wymyśłił sobie, że nazwie go "chleb powszedni". Jak dla mnie, wszystkie wypieki z tej książki maja podobny smak - mąki migdałowej, ale są naprawdę dobre.
A więc do roboty:
- 1 i 1/4 filiżaniki blanszowanej mąki migdałowej - ja dałam nie blanszowaną i stąd pewnie smak podobny do ciasteczek,
- 1/4 filiżanki +2 łyżki mąki z ciecierzycy,
- 1/4 filiżanki mielonego, złocistego siemiena lnianego,
- 1 i 1/2 łyżeczki sodu oczyszczonej,
- 1 łyżeczka cynamonu (opcjonalne),
- 1/4 soli morskiej, myślę, że może być jakakolwiek sól,
- 5 jajek - oddzielić żółtka od białek,
- 1/4 filiżanki roztopionego masła,
- 1 łyżka maślanki - ja dałam 2,
- 1 łyżka ksylitolu, albo 4 krople stewii w płynie ( do smaku)
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni i przygotować foremkę 21cmx10cm.
Wsypać do miski wszystkie suche składniki i pulsacyjnie , dokładnie je wymieszać. Ja zrobiłam to ręcznie, drewnianą łyżką. Następnie dodać żółtka, masło i maślankę i znowu pulsacyjnie dokładnie wymieszać. Ja zrobiam to ponownie ręcznie i masa była baaaaardzo cięża do wymieszania - miałam wrażenie, że jest za mało płynnych składników, ale dobrze, że nie dolałam żadnego płunu, bo po dodaniu ubitych na sztywno białek (teraz już użyłam miksera) - masa zrobiła się "akuratna"
Myślałam, że cała ta masa nie zmieści mi się do przygotowanej foremki, ale
okazało się, że jest idealnie.
W przepisie podano czas pieczenia 40 minut, ale ja po 35 min. sprawdziłam patyczkiem i chlebek był gotowy. To chyba zależy od piekarnika więc trzeba sprawdzać.
Niewielki dodatek ksylitolu spowodował, że wierzch chleba ładnie się zarumienił i zrobił błyszczący. Gotowy wyjęłam na kratkę i po 10 minutach wyjęłam go z foremki, żeby dokładnie przestygł.
Po ostygnięciu, można go kroić na cienkie kromeczki i nie kruszy się. Jest smaczny i bardzo syty. Myślę, że lepiej smakuje do serów i nabiału niż do wędlinki, chociaż to pewnie rzecz gustu.
Będę go piekła często, ale postaram się poszukać blanszowanej mąki z migdałów - a może spróbuję zrobić ją sama? Migdały blanszowane mam :)
Zaczęłam intensywne poszukiwania przepisu na taki właśnie chleb.... ale nie znalazłam. Trudno, żeby był chleb powszedni BEZ MĄKI. trzeba się więc cieszyć z tego co znalazłam
Przepis pochodzi z książki "Kuchnia bez pszenicy" i autor wymyśłił sobie, że nazwie go "chleb powszedni". Jak dla mnie, wszystkie wypieki z tej książki maja podobny smak - mąki migdałowej, ale są naprawdę dobre.
A więc do roboty:
- 1 i 1/4 filiżaniki blanszowanej mąki migdałowej - ja dałam nie blanszowaną i stąd pewnie smak podobny do ciasteczek,
- 1/4 filiżanki +2 łyżki mąki z ciecierzycy,
- 1/4 filiżanki mielonego, złocistego siemiena lnianego,
- 1 i 1/2 łyżeczki sodu oczyszczonej,
- 1 łyżeczka cynamonu (opcjonalne),
- 1/4 soli morskiej, myślę, że może być jakakolwiek sól,
- 5 jajek - oddzielić żółtka od białek,
- 1/4 filiżanki roztopionego masła,
- 1 łyżka maślanki - ja dałam 2,
- 1 łyżka ksylitolu, albo 4 krople stewii w płynie ( do smaku)
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni i przygotować foremkę 21cmx10cm.
Wsypać do miski wszystkie suche składniki i pulsacyjnie , dokładnie je wymieszać. Ja zrobiłam to ręcznie, drewnianą łyżką. Następnie dodać żółtka, masło i maślankę i znowu pulsacyjnie dokładnie wymieszać. Ja zrobiam to ponownie ręcznie i masa była baaaaardzo cięża do wymieszania - miałam wrażenie, że jest za mało płynnych składników, ale dobrze, że nie dolałam żadnego płunu, bo po dodaniu ubitych na sztywno białek (teraz już użyłam miksera) - masa zrobiła się "akuratna"
okazało się, że jest idealnie.
W przepisie podano czas pieczenia 40 minut, ale ja po 35 min. sprawdziłam patyczkiem i chlebek był gotowy. To chyba zależy od piekarnika więc trzeba sprawdzać.
Niewielki dodatek ksylitolu spowodował, że wierzch chleba ładnie się zarumienił i zrobił błyszczący. Gotowy wyjęłam na kratkę i po 10 minutach wyjęłam go z foremki, żeby dokładnie przestygł.
Po ostygnięciu, można go kroić na cienkie kromeczki i nie kruszy się. Jest smaczny i bardzo syty. Myślę, że lepiej smakuje do serów i nabiału niż do wędlinki, chociaż to pewnie rzecz gustu.
Będę go piekła często, ale postaram się poszukać blanszowanej mąki z migdałów - a może spróbuję zrobić ją sama? Migdały blanszowane mam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)










