środa, 4 grudnia 2013

Bułeczki owsiane - bez mąki

Po wielu tygodniach bez pszenicy nadszedł niestety czas wielkiego apetytu na normalny chleb albo bułeczki - cokolwiek "normalnego". Myślałam, że mam to juz definitywnie za soba, a tu proszę..... a kuku  :)
Okazuje się, że wieloletnie nawyki i przyzwyczajenia nie dają się łatwo zastąpić czym innym. To jednak ciężka praca i ciągła kontrola. Mimo, iż przez 3 miesiące trzymałam się twardo zasad, to pamięć smaku "chleba naszego, powszedniego" siedzi sobie spokojnie gdzieś w zakamarkach i nie daje o sobie zapomnieć.
Jednym słowem, przyciśnięta silną potrzebą i "chceniem",  rzuciłam się w niezmierzone pokłady internetu w poszukiwaniu czegoś, co chociaż na chwilkę pozwoli nacieszyć się smakiem "zwyczajności".
Propozycji jest bardzo dużo i zajęło mi to prawie pół dnia. Tak to jest niestety - człowiek zaczyna  czegoś szukać, a potem to już leci lawinowo.
Wybór padł na bułeczki bez mąki z blogu "Wilczy smaczek".
Oczywiście zrobił się późny wieczór, a w domu miałam tylko kostkę białego serka, więc przepis okroiłam o połowę. Być może dlatego bułeczki wyszły bardziej jak placuszki, ale dom pachnie pięknie i nie mogę się doczekać, kiedy przestygną. Ciekawe czy wejdą do mojego jadłospisu, bo mam już trochę dosyć "pieczywa" smakującego mąką migdałową lub orzechami.
W każdym razie - szukać będę do skutku.


Składniki:


- 150 g płatków  owsianych,
- 150 g otrąb – ja dałam też owsiane,
- 30 g drożdży,
- 5 jajek,
- ½ łyżeczki proszku do pieczenia – nie wiem dlaczego, ale dałam,
- 500 g półtłustego twarogu,
- cukier - ja dałam 2 łyżeczki, dołożyłam do drożdży,
- 1 łyżeczka soli – ja dałam 2, bo dla mnie było mdłe,
- 3 łyżki siemienia lnianego,
- 3 łyżki pestek słonecznika,
- 1 łyżka czarnuszki – nie dałam, bo nie miałam.


 Piekarnik rozgrzałam do 180 stopni. Wymieszałam drożdże z cukrem i odrobiną ciepłej wody, aż się rozpuściły. Wymieszałam twaróg z pozostałymi składnikami. Dołożyłam do tego rozpuszczone drożdże i wyrobiłam ciasto ok. 5 minut. W przepisie było, by formować kulki – u mnie niestety nie dało się, gdyż ciasto było dosyć lepiące, nakładałam więc łyżką na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.
Piekłam około 30 minut, ale myślę, że to zależy od piecyka. 



Bułeczko-placuszków wyszło  9 szt. (z połowy porcji)  i są bardzo smaczne. Myślę, że mój apetyt na „zwykłe” pieczywko został zaspokojony na jakiś czas i bułeczki te będą często gościły na moim stole.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz