Okazuje się, że wieloletnie nawyki i przyzwyczajenia nie dają się łatwo zastąpić czym innym. To jednak ciężka praca i ciągła kontrola. Mimo, iż przez 3 miesiące trzymałam się twardo zasad, to pamięć smaku "chleba naszego, powszedniego" siedzi sobie spokojnie gdzieś w zakamarkach i nie daje o sobie zapomnieć.
Jednym słowem, przyciśnięta silną potrzebą i "chceniem", rzuciłam się w niezmierzone pokłady internetu w poszukiwaniu czegoś, co chociaż na chwilkę pozwoli nacieszyć się smakiem "zwyczajności".
Propozycji jest bardzo dużo i zajęło mi to prawie pół dnia. Tak to jest niestety - człowiek zaczyna czegoś szukać, a potem to już leci lawinowo.
Wybór padł na bułeczki bez mąki z blogu "Wilczy smaczek".
Oczywiście zrobił się późny wieczór, a w domu miałam tylko kostkę białego serka, więc przepis okroiłam o połowę. Być może dlatego bułeczki wyszły bardziej jak placuszki, ale dom pachnie pięknie i nie mogę się doczekać, kiedy przestygną. Ciekawe czy wejdą do mojego jadłospisu, bo mam już trochę dosyć "pieczywa" smakującego mąką migdałową lub orzechami.
W każdym razie - szukać będę do skutku.
Składniki:
- 150 g płatków owsianych,
- 150 g otrąb – ja dałam też owsiane,
- 30 g drożdży,
- 5 jajek,
- ½ łyżeczki proszku do pieczenia – nie wiem dlaczego, ale dałam,
- 500 g półtłustego twarogu,
- cukier - ja dałam 2 łyżeczki, dołożyłam do drożdży,
- 1 łyżeczka soli – ja dałam 2, bo dla mnie było mdłe,
- 3 łyżki siemienia lnianego,
- 3 łyżki pestek słonecznika,
- 1 łyżka czarnuszki – nie dałam, bo nie miałam.
Piekłam
około 30 minut, ale myślę, że to zależy od piecyka.
Bułeczko-placuszków
wyszło 9 szt. (z połowy porcji) i są bardzo smaczne. Myślę, że mój apetyt na „zwykłe”
pieczywko został zaspokojony na jakiś czas i bułeczki te będą często gościły na moim stole.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz