Jakiś czas temu, oczywiście całkiem przypadkowo, odkryłam na nowo popularną herbatkę lipową. Prawdziwe, czyste, bez żadnych domieszek, suszone kwiaty lipy. Pamiętam ten cieplutki napar, który królował u mojej babci. Wtedy oczywiście nie wiele o nim wiedziałam, oprócz tego, że był słodziutki od miodu, ciepły i rozgrzewał po sankach w zimowe popołudnia.
Po raz kolejny nie mogę się nadziwić mądrości naszych babć i cioć, które pewnie tą wiedzę miały z kolei od swoich poprzedniczek.
Aż dziwne, że tak fantastyczne „zioło”, tak łatwo dostępne - nie zadomowiło się na stałe w naszych domach . Byłam naprawdę zadziwiona bogactwem i skutecznością jego składników.
Lipę
od wieków uważano za drzewo obdarzone magiczną mocą i chroniące przed „złem”, ale przede
wszystkim otaczano ją wielkim szacunkiem ze względu na jej lecznicze
właściwości i zdolność regenerowania naszych sił witalnych. Jej kwiaty mają
bardzo przyjemny, dosyć silny zapach i
są miododajne. Co ciekawe – miód lipowy ma takie samo działanie jak
kwiatostany lipy. To one są materiałem
zielarskim i zbieramy je w czerwcu,
razem z podsadką, czyli z tym dodatkowym „listkiem”.
Te
pachnące kwiatki zawierają przede wszystkim
-
flawonoidy
- związki charakteryzujące się silnym działaniem
oksydacyjnym i przeciwnowotworowym. Usuwają
one z organizmu wolne rodniki, które mogą uszkadzać tkanki, a tym samym
przyspieszać proces starzenia się organizmu.
- olejek eteryczny - wspomagają wydzielanie soków trawiennych,
ułatwiają przepływ żółci do dwunastnicy, chroniąc pęcherzyk żółciowy przed
złogami, czyli kamieniami żółciowymi,
- garbniki działają ściągająco na błony śluzowe przewodu pokarmowego
i przeciwdziałają biegunce,
- związki śluzowe, węglowodory, kwasy organiczne, trójterpeny,
sole mineralne i pewnie jeszcze wiele różnych różności.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz