Skąd tytuł mojego bloga? A no właśnie od wspaniałego,
leciutkiego zapachu, który siłą rzeczy snuje się po domu.
Odkąd „odkryłam” olej
kokosowy, zrezygnowałam z używania
balsamów do ciała, odżywek do włosów i kremów do rąk, a kremów do twarzy używam tylko rano.
W kuchni używam go do pieczenia, smażenia i duszenia, a mleczka kokosowego bardzo często używam do
zup.
Nie przestaje się
dziwić, jak wszechstronne zastosowanie
ma orzech kokosowy, Cały czas poszukuję, czytam i surfuję po necie, starając się wygrzebać jak najwięcej
przydatnych wiadomości i ciekawostek na jego temat.
Olej kokosowy w temperaturze pokojowej ma konsystencję stałą. To biała, mleczna substancja, która po
położeniu na dłoni szybciutko zmienia się w przezroczysty płyn i idealnie wsmarowuje
się skórę i włosy, nie pozostawiając na niej tłustego śladu. To jeden z nielicznych tłuszczy, który
jest bardziej nawilżający niż tłusty.
Ciało wspaniale go wchłania, a włosy wystarczy wymyć zwykłym szamponem i już
nie ma potrze by używania odżywki.
Ja dwa razy w tygodniu przed myciem włosów, nakładam sporą
porcję oleju kokosowego, wcieram we włosy i skórę głowy i zawijam ręcznikiem na
tak długo jak mogę. Czasem jest to 20 minut, a czasem parę godzin (jeśli akurat
postanawiam poleniuchować w domu) Muszę przyznać, że po paru tygodniach, moje
włosy zaczęły się znowu leciutko kręcić, są bardzo naturalne i skończył się dla
mnie problem – co zrobić z włosami?
Moja przygoda z olejem kokosowym zaczęła się od małego
słoiczka, który kupiłam przez zwykłą ciekawość, teraz stoi u mnie zawsze parę
słoików, słusznej wielkości, by czasem go nie zabrakło.
Bardzo ciekawa stronka na ten temat – polecam J
http://www.helfy.pl/kosmetyki-naturalne/artykul/olej-kokosowy-naturalna-odzywka-dla-skory-i-wlosow



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz