Najtrudniej było mi przełamać śniadaniowe przyzwyczajenia
i zwyczaje, bo co to za śniadanie bez bułeczek, chlebka, albo chociaż płatków.
Z tymi ostatnimi był największy problem, bo to niby wybieraliśmy zawsze bez
cukru, takie zwykłe, siermiężne, ale we wszystkich była pszenica, albo inne
ziarna w postaci płatków.
No właśnie, czy owiec i proso, czyli kasza jaglana - to też zboża?
Ponieważ nie ma u nas problemów z glutenem, dopuszczam więc czasem drobne grzeszki, i nie
czuję z tego powodu jakiś specjalnych wyrzutów sumienia.
Czasami ugotuję na śniadanie płatki owsiane, ale tylko te
górskie ( z jakiegoś powodu, one najlepiej mi smakują) Gotuję oczywiście na wodzie,
dosładzając pokrojonymi w paseczki suszonymi śliwkami , paroma rodzynkami i paroma
jagodami Goji. Już na talerzu dodaje ½ owocowej activii, lub zwykłego mleka. Kanapki
zastąpiłam cienkimi waflami ryżowymi, które doskonale sprawdzają się w tej
roli. Pasują praktycznie do wszystkiego i 2 sztuki w zupełności mi wystarczają, chyba, że mam gorszy poranek.
Wtedy dokładam jeszcze jeden wafelek i zjadam go z czymś słodkim. Czasami piekę
też chlebek , który mieści się w moich zasadach – pszenicy-stop.
Teraz jednak
najczęściej piję zielone koktajle, o których napiszę wkrótce, gdyż zawładnęły moim
sercem, a przede wszystkim, moją wagą. ….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz